Znikający ludzie

Jest takie zdjęcie z 1915 roku na którym upamiętniono elitę bolszewickiej nadchodzącej rewolucji. Grono przyjaciół, którzy daliby się za siebie pokroić żywcem, a na pewno w słusznej sprawie jeden za drugiego oddaliby życie.

To „życie”, czasem z łatwością szafowane, jednak jest okrutne. Onegdaj przyjaciele nagle stają się wrogami. Czasem to po prostu niezgodność charakterów, innym razem okazuje się, że głoszone ideały niby takie same, a jednak różnica tkwi jak drzazga w sposobie ich realizacji. I po przyjaciołach zostaje bolesne wspomnienie.

Jak uśmierzyć ten ból? Gdy ma się władzę, a przymiotem tym jest i realna zdolność rządzenia, i władztwo nad środkami przekazu, można po prostu stworzyć własną wersję wydarzeń i tych zaszłych, i tych, które dzieją się obecnie.

Wracając do rzeczonego zdjęcia. W 1915 roku było na nim 15 osób. Przez lata ubywali jednak z niego kolejni towarzysze, którzy narazili się wodzowi. W 1939 roku zostało już tylko, a może nadal – aż, dziewięć postaci.

Osobny artykuł można poświęcić samej technice. Jak przed erą photoshopa udało się tak skutecznie wyretuszować zdjęcie? Ale wszak nie o technikę chodzi, lecz o emocje, które tę technikę wykorzystały.

Gdyby ktoś jednak myślał, że to bolszewicki wynalazek, to my także mamy się czym pochwalić. Kto słyszał o Bolesławie Zapomnianym? Jak sama nazwa wskazuje został on zapomniany, ponieważ ci, którzy za jego czasów spisywali historię, postanowili jego istnienie przemilczeć, by w ten sposób na wieki ukarać go za jego niegodne uczynki. Prawdopodobnie (bo i uczynki jego wymazano z kart historii) dość energicznie zabrał się za przywracania wierzeń swoich pra- pradziadów. I dzisiaj mamy takich skrybów, którzy wymazują to i owo z rzeczywistości.

„Człowiek się zmienia, jednak jego przeszłość nigdy” powiedział Jan Paweł II. Co jednak, gdy inni próbują zmienić nie tylko historię, ale całą rzeczywistość?

Kłamstwo wielokroć powtarzane staje się prawdą – to z kolei inny klasyk (ale jego imię pomińmy, ku zapomnieniu). Przynajmniej w świadomości ogółu. Nie trzeba od razu ordynarnie mówić nieprawdę, można tylko przemilczać istotne informacje, albo pokazywać tak rzeczywistość, żeby np. czegoś, lub kogoś nie było widać. Tak jak na tym zdjęciu z 1915 roku.

Na kłamstwie można kogoś łatwo złapać, na przemilczeniu trudniej, a na subtelnym przeinaczeniu – jeszcze trudniej. I to bez względu, czy chodzi o politykę w Warszawie, czy u nas.
To dzieje się tu i teraz…

Przypadek Klary Zach

Co do tego, czy była to wina młodego Kazimierza, nazwanego później Wielkim, zdania są dzisiaj podzielone. Bezsprzecznym pozostaje jednak fakt, że Felicjan Zach pewnego dnia porwał się na zdrowie i życie króla Węgier Karola Roberta, a przy tej okazji i królowej Elżbiety – prywatnie siostry Kazimierza.

Czytaj dalej