Złotoryjski Powstaniec Wielkopolski

To był prawdopodobnie 1984 rok. Razem z Robertem Grogulskim zostaliśmy lekko przymuszeni przez pana Henryka Pawłowskiego, który natenczas uczył nas przysposobienia obronnego, aby udokumentować fragment życia pana Andrzeja Fiksy – powstańca wielkopolskiego, który mieszkał z Złotoryi, zdaje się, że na ul. Wojska Polskiego.

Pan Andrzej miał wówczas 85 lat, lecz jego pamięć wydarzeń sprzed 65 lat nadal niezwykle świeża.

Andrzej Fiksa urodził się 23 października 1899 r. w Lubocześnicy – powiat Szamotuły – dawne województwo poznańskie w rodzinie chłopskiej.

Ukończył tam szkołę podstawową. Szkołę wprawdzie polską, lecz po polsku mówiono tylko raz w tygodniu – w środy. W inne dni dzieci musiały rozmawiać po niemiecku. Mimo to wyrósł z silnie zakorzenioną świadomością narodową, tym mocniejszą, że wykształconą, w jakże trudnych warunkach.

W 1914 roku wybuchła I wojna światowa. Do wojska powoływano również kolejne roczniki Polaków – obywateli pruskich, mieszkających w Wielkopolsce. 20 czerwca 1917 r. przyszło i powołanie do osiemnastoletniego Andrzeja Fiksy. Wysłano go do Poznania, gdzie przez rok przeszedł szkolenie na kanoniera „wypałowego” w artylerii ciężkiej.

W tym czasie armia niemiecka od dłuższego już czasu utknęła w okopach we Francji, a nawet zaczęła się wycofywać. Nie lepiej wyglądała sytuacja w Rosji, gdzie do władzy doszli właśnie bolszewicy.

Coraz częściej na front wysyłano młodych Polaków, karmionych nadzieją, że po wojnie mogą liczyć na pewne przywileje, jako narodowość w państwie pruskim.

Przyszedł wreszcie moment, gdy szkolenie zostało zakończone i oddział Andrzeja Fiksy został wysłany na front zachodni do Flandrii w okolice Ypres. Walczyli tam ze świadomością, że w okopach , które bombardują, mogą siedzieć Polacy służący w armii francuskiej. Wkrótce zastał ich tam koniec wojny. Dzień i noc przedzierali się do Niemiec, aby uniknąć niewoli alianckiej.

Spoczęli dopiero w Westfalii. W jednym z miast załadowano ich do pociągu i przewieziono do Królewca, gdzie zostali zakwaterowani w koszarach wojskowych.

27 grudnia 1918 w Poznaniu wybuchło powstanie wielkopolskie. Polacy chcieli, aby zwolniono ich do rodzin. Jednak dowódca baterii (Niemiec), odpowiedział im, że nie może tego zrobić ze względu na powstanie. Nie dali jednak za wygraną i wreszcie wywalczyli czternastodniowy urlop wypoczynkowy.

Gdy przyjechał do Krzyża nad Notecią, został zatrzymany przez żandarmerię wojskową. Nie pozwolono mu dalej jechać, mógł jedynie wrócić do Królewca. Jego obowiązkiem, obowiązkiem Polaka, było jednak przedostanie się do powstańców, do Sierakowa.

Żeby nie wzbudzać podejrzeń, udał, że zawrócił z drogi. Przedtem jednak upatrzył sobie most kolejowy prowadzący przez Noteć.

Gdy było już ciemno, przekradł się w pobliże mostu, a następnie niezauważony przez nikogo, przeprawił się po nim na drugi brzeg. Tam wpadł wprost na niemieckiego żandarma.

– Halt! – zatrzymał go – Gdzie idziesz? – spytał po niemiecku.

– Do domu. Mam urlop – wyjaśnił.

Po dłuższej rozmowie żandarm dał się wreszcie przekonać i puścił go wolno. Na odchodne kazał mu się wystrzegać Polaków.

Koło wioski Nowe Kniejce spotkał starszego już człowieka. Zapytał go o dalszą drogę do Sierakowa. Zagadnięty zaczął coś mówić łamaną niemczyzną.

– Pan Polak?! – zawołał uradowany Andrzej.

Ponieważ było już ciemno, napotkany przenocował go we własnym domu. Następnego dnia, bardzo wcześnie rano wskazał mu drogę do Sierakowa i ostrzegł go przed patrolami niemieckimi.

Tego samego dnia doszedł do Sierakowa. nad Wartą. Tuż przed samym miastem zatrzymał go polski patrol wojskowy. Na pytanie skąd idzie – opowiedział o swoich przygodach po drodze. Został skierowany do komendanta. Po długiej rozmowie zwolniono go do domu, gdzie przebywał tylko 4 dni.

Po tym czasie znów zgłosił się na powstańczą komendę. Akurat do miasta przyjechała furmanki. Wszystkich ochotników załadowano na wozy i zawieziono na front, na odcinek Gralewo Wielkie – Małe Mnichy – Wielkie Mnichy – Kamionna – kierunek Międzychód. Było to 28 stycznia 1919 r. Tę datę pamiętał bardzo dobrze, ponieważ wtedy przystąpił do powstania wielkopolskiego.

A oto jak ten okres walk pod Międzychodem opisują źródła historyczne:

Od 7.01.1919 r. wieś Kamionna znajdowała się na linii walk powstańczych. 16.01. Niemcy wspierani ogniem artylerii wyparli powstańców ze wsi. Brawurowy atak powstańców pod dow. aspiranta Adama Kowalczyka i kompanii z Kwilcza zmusił Heimatschutz do panicznej ucieczki. Niemcy zostawili wielką ilość karabinów i amunicji, dwa ciężkie karabiny maszynowe, rannych i poległych. Zwycięstwo to przesunęło pozycje powstańców bliżej Międzychodu i umocniło.

17.02.1919 r. Niemcy podjęli próbę przełamania linii obrony powstańców pod Gralewem. Starcie zakończyło się sukcesem powstańców, którzy posunęli się na odległość 5 km od centrum Międzychodu. Była to ostatnia większa bitwa powstania wielkopolskiego.

W okresie międzywojennym pamięć poległych uczczono pomnikiem. 7.01.1967 r. odsłonięto przy szkole nowy pomnik ku czci poległych za wolność ojczyzny w latach 1918-19 i 1939-45.

W Kamionnej znajduje się Szkoła Podstawowa im. Powstańców Wielkopolskich.Uczniowie tej szkoły opiekują się stojącym przy placówce pomnikiem oraz mogiłami powstańców na miejscowym cmentarzu.

[ . .. ] Element żołnierski był we wszystkich oddziałach powstańczych znakomity, główną siłę bojową stanowili oficerowie, podoficerowie i szeregowcy wyszkoleni w armii niemieckiej. Najsłabszą cząstką składową oddziałów polskich pod względem doświadczenia i sprawności bojowej byli nieprzygotowani małoletni ochotnicy i starsi wiekiem, niezdolni przezwyciężyć codziennych trudów na froncie. Główną i górującą zaletą wszystkich był wzniosły duch, pewność zwycięstwa i gorąca chęć bicia Niemców, gdziekolwiek się zjawią. Dobra i rozumnie przeprowadzona organizacja przyczyniła się nie mniej do podniesienia wartości bojowej jednostek frontowych.

Podczas powstania drużyny nie były należycie uzbrojone: fuzje myśliwskie, karabiny najrozmaitszych systemów, mała ilość amunicji, noże, kosy, cepy itp. – oto wszystko, czem powstańcy walczyli o wolność Wielkopolski.

Oddział powstańców sierakowskich stale wzrastał na sile przez wstępowanie do niego dalszych ochotników różnych formacji. Przyłączali się do niego zdemobilizowani żołnierze polscy z armii niemieckiej, wracający w rodzinne strony. W ten sposób kompania sierakowska stale się wzmacniała.[…]. Sierakowskie Zeszyty Historyczne 1918-1919 nr 3. Marzec 2009 r.

16 stycznia naczelne dowództwo powstania objął generał Józef Dowbor-Muśnicki. Zanim to nastąpiło, udał się do Warszawy na rozmowę z Józefem Piłsudskim. Generał kontynuował organizację Armii Wielkopolskiej wprowadzając m.in. obowiązkową służbę wojskową i powołując pod broń 11 roczników rekrutów, dzięki czemu udało mu się ostatecznie stworzyć blisko 100-tysięczną armię. Znaczna jej część wzięła udział w wojnie polsko-bolszewickiej.

Wróćmy jednak do opowieści Andrzeja Fiksy sprzed kilkudziesięciu lat:

Jak wyglądała wówczas sytuacja na froncie? Od 27 grudnia 1918 roku do 16 stycznia 1919 r. powstanie osiągnęło decydujące sukcesy militarne i polityczne. Powstaniem kierował Komisariat Naczelny Rady Ludowej, a głównym dowódcą był mjr Stanisław Taczak.

Istniały trzy fronty: na północy wzdłuż Noteci, na południu wzdłuż linii Rawicz – Ostrów, na zachodzie wzdłuż pasa jezior i błot obrzańskich.

11 stycznia 1919 r. grupa powstańców odcinka Wolsztyn rozpoczęła historyczny marsz w kierunku Kargowej,

Tymczasem pod koniec stycznia armia powstańcza liczyła niespełna 200 oficerów i 27,5 tys żołnierzy, by w marcu powiększyć swój stan do 72 tysięcy.

W połowie stycznia silne jednostki niemieckie wspierane przez ugrupowania miejscowych Niemców, przystąpiły do ofensywy. 8 stycznia powstańcy ponieśli klęskę pod Szubinem. Parę dni później – 11 stycznia zwyciężyli pod Osieczną. Walki zostały zakończone rozejmem w Trewinie 16 lutego 1919 r. Wytyczona linia demarkacyjna przebiegała w zasadzie wzdłuż granic terenów wyzwolonych przez powstańców.

Na odcinku Gralewo Wielkie – Małe Mnichy – Wielkie Mnichy – Kamionna jednostka w której walczył Andrzej Fiksa pozostała jeszcze przez pewien czas. Wreszcie skierowano ich na wypoczynek do Pniew, a następnie do Wronek, gdzie zakwaterowano ich w starym poniemieckim więzieniu. Tam przeformowano ich na kompanie i przydzielono do 1 batalionu  2 pułku Strzelców Wielkopolskich, czyli 56 pułku piechoty. Dowódcą kompani był mjr Żągowski. Stamtąd wysłano pułk pod Zbąszyń na granicę polsko-niemiecką, gdzie przebywał aż do zimy.

W grudniu zostali przerzuceni na front wschodni, gdzie armia rosyjska próbowała przedrzeć się poprzez Prusy Wschodnie do Polski i uderzyć w głąb kraju. Józef Piłsudski skierował ich oddział w ten rejon. 2 pułk  Strzelców Wielkopolskich  po zaciętych walkach dotarł aż nad Dźwinę.

W czasie odwrotu pod Słominem został lekko ranny i znalazł się w szpitalu w Piotrkowie. Wynika z tego, że nie wziął udziału w Bitwie Warszawskiej. Po wygojeniu się rany, dotarł do swojego pułku i wziął udział w pościgu za wycofującą się armią rosyjską.

5 lipca 1922 roku został zwolniony do cywila.

Osobny rozdział w życiu Andrzeja Fiksy to okupacja niemiecka, tym trudniejsza i niebezpieczniejsza dla niego, jako powstańca wielkopolskiego. Swoje dokumenty, będące świadectwem udziału w powstaniu ukrył w piwnicy.

Wkrótce musiał opuścić Wielkopolskę i resztę wojny spędził pod Warszawą, pracując w fabryce tekstylnej.

Zaraz po zakończeniu wojny wrócił do domu, ale zastał tam już nowego właściciela. Poprosił go tylko o zwrot dokumentów i chcąc nie chcąc opuścił Wielkopolskę udając się na „ziemie odzyskane”.

Od 1946 roku Andrzej Fiksa mieszkał w Złotoryi. Tu pracował jako dróżnik na przejeździe kolejowym, wychował syna i bacznie obserwował wszystko, co działo się w Polsce.

Którąś z kolei rozmowę pan Andrzej zakończył słowami: „I tak pragnę, żeby była czysta Polska. My chcemy prawdziwej Polski, na to setki i tysiące ludzi walczyło o dobrą Polskę, o wolność prawdziwą”.

W połowie lat osiemdziesiątych dwóch licealistów nie było w stanie do końca pojąć sensu i głębi tych słów. Tym bardziej dzisiaj z pewnym wzruszeniem czytam je na nowo.

I tak zawsze, ilekroć wypowiadał słowo „Polska”, mówił to z wielką czcią. Mówił to tak, jak tylko prawdziwy patriota, który przelewał krew za Ojczyznę, mówić potrafi.

Tyle zapis sporządzony wiele lat temu, niespełna rok przed śmiercią pana Andrzeja Fiksy. Zapis, o którym zdążyłem zupełnie zapomnieć. Przypomniał mi o nim Ryszard Pękała – Rektor Wyższej Szkoły Medycznej, który wraz z Prezesem legnickiego oddziału Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918-1919 – nieżyjącym już Czesławem Kowalakiem zbierał i pielęgnował pamiątki i dokumenty związane z powstaniem wielkopolskim. Do zbiorów tych trafiła i ta skromna praca o panu Andrzeju. Dzięki temu nie przepadła bezpowrotnie ta cząstka historii i człowiek, który ją tworzył.

Żałuję tylko, że nie dopytaliśmy wtedy pana Andrzeja o wiele szczegółów, nie rozwinęliśmy z nim wielu wątków, które pojawiły się podczas rozmowy, jak choćby ten związany z wojną polsko-bolszewicką, czy czasami okupacji niemieckiej. A cały okres międzywojenny?

Jak w tym wszystkim, w 55 rocznicę powstania odebrał przyznanie mu przez Radę Państwa Wielkopolskiego Krzyża Powstańczego? Czy cieszył si, że Powstanie wreszcie doczekało się uznania i że odnaleziono jego –  powstańca w dolnośląskiej wszak Złotoryi?  Na legitymacji podpisał się ówczesny Przewodniczący Rady Państwa – Henryk Jabłoński. Znamienne, że krzyż przyznano w 1974 roku. Czyżby dlatego, żeby nie eksponować 1918 roku?

Andrzej Fiksa zmarł 2 kwietnia 1985 r. i jest pochowany razem z żoną, która odeszła kilka miesięcy później, na cmentarzu komunalnym w Złotoryi. Sektor E3, rząd 6, nr grobu 2.

Pozostało po nim parę dokumentów sfotografowanych ponad trzy dziesiątki lat temu. Między innymi chyba ten najważniejszy – Patent Odznaki Pamiątkowej Wojsk Wielkopolskich ustanowionej 14 marca 1920 r. i zatwierdzona Rozporządzeniem Ministerstwa Spraw Wojskowych z dnia 14 maja 1920 r. Stanowiła nagrodę „…dla upamiętnienia zbrojnego odruchu narodowego celem zrzucenia znienawidzonego jarzma pruskiego, i połączenia się z Macierzą, oraz okresu organizacji i działalności Wojsk Wielkopolskich…”.

Wprawdzie zatwierdzenie odznaki nastąpiło 14 marca 1920, ale w związku z działaniami wojennymi na wschodzie realizacja projektu nastąpiła dopiero na początku 1921.

Patent

Dla upamiętnienia zbrojnego odruchu narodowego celem zrzucenia znienawidzonego jarzma pruskiego, i połączenia się z Macierzą, oraz okresu organizacji i działalności formacji Wojsk Wielkopolskich, zatwierdzono w dniu 14. marca 1920 roku rozporządzeniem M. S. Wojsk. z dnia 14. 5. 20 – 4135 WM Odznakę Pamiątkową Wojsk Wielkopolskich przedstawiającą symbolicznie tradycyjną walkę polskości z krzyżacką butą, barbarzyństwem i przewrotnością w postaci krzyża ośmiokończastego, używanego przez krzyżaków a przekreślonego Bolesławowym Szczerbcem nawpół dobytym z pochwy na znak ustawicznej czujności i gorliwości do walki w obronie Niepodległej Ojczyzny. Zawieszone an ramieniu krzyża zerwane kajdany oznaczają skruszone pęta niewoli. Na znak samodzielności formacji Wojsk Wielkopolskich w okresie 27. grudnia 1918 r. do 21. sierpnia 1919 r. jest pochwa miecza przepasana wstęgą o barwach narodowych i ozdobiona monogramem z liter W. W. (Wojska Wielkopolskie).

Jako przynależnemu do 2 p. Strz. Wlkp. (56 p.p.) przyznano pod numerem 3 128 prawo noszenia Odznaki Pamiątkowej Wojsk Wielkopolskich

szereg. Fiksie Andrzejowi

ur. dnia 25. 10. 1899 roku
Poznań, dnia 5 listopada 1921 r.

Podpisano:
Witkowski por.- Członek
Okoniewski(?) kpt. – Członek
? – Prezes

Na podstawie opracowania z 1984(?) r. Robert Pawłowski

1 myśl w temacie “Złotoryjski Powstaniec Wielkopolski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *