Uwagi do Uwagi

Po emisji nieszczęsnego programu o budynku socjalnym przy ul. Łąkowej obiecałem, że odniosę się do całej sytuacji. Trochę to trwało, ale temat jest z gatunku tych cięższych i należy podejść do niego z odpowiednim dystansem.

Prolog. Telewizja na ratunek

Przeciętny człowiek, gdy odbija się od wszystkich drzwi, ostatniej deski ratunku szuka u czwartej władzy – czyli mediów. Zapewne jest to potęga. Co jednak, gdy trafi się na ludzi, dla których liczy się tylko efekt finansowy, a nie prawda?

Nie jest tajemnicą, że bezpośrednim powodem przyjazdu ekipy telewizyjnej było upublicznienie filmu nakręconego amatorsko przez jednego z mieszkańców budynku socjalnego przy ul. Łąkowej.  Z kolei powodem nakręcenia tego filmu była usankcjonowana wyrokiem sądu konieczność przeprowadzki trzypokoleniowej rodziny z bezprawnie zajmowanego mieszkania do lokalu socjalnego. W tej rodzinie funkcjonuje sześcioro dorosłych i trójka dzieci.  Jest to więc świadomy wybór tej rodziny, ponieważ jej potencjał pozwala na nieoglądanie się na jakąkolwiek pomoc ze strony miasta.

Rozdział I. Zanęta

Redakcja programu „Uwaga” skontaktowała się z Urzędem Miejski i zapewniła, że chce zrobić rzetelny program o problemach ludzi mieszkających w lokalach socjalnych.

Tuż przed programem rozmawiałem z paniami redaktorkami, które patrząc mi prosto w oczy, powtarzały, jak mantrę, że trafiłem wśród ludzi rzetelnych, uczciwych, którzy znają się na dziennikarskim rzemiośle. Uśpiono tym moją czujność, choć moi  koledzy samorządowcy ostrzegali  mnie kilka dni wcześniej – Uważaj, bo redaktorzy tego programu niekoniecznie mają czyste intencje.

Rozdział II. Teatr

To, co się rozegrało, gdy program wystartował, można ująć krótko – jeden wielki teatr. Przedstawienie zrealizowano według z góry ustalonego scenariusza, w którym w roli czarnego charakteru mieli wystąpić bezduszni urzędnicy. Głównym rekwizytem stała się wersalka wypakowana z wozu wynajętego przez TVN z przylepionym napisem  „Przeprowadzki”, który w końcu zdjęto, by odsłonić napis „Agencja reklamowa”. Wersalka odegrała kilka ról. Przede wszystkim podgrzała atmosferę na samym początku programu, gdy redaktor zrobił wstęp, że właśnie wprowadza się nowy lokator, a na jego pytanie – „Dla kogo ta wersalka?”, mieszkańcy bloku zaczęli skandować – „Dla burmistrza!” Z pewnością miało to mnie wyprowadzić z równowagi i muszę przyznać, że zamysł częściowo się powiódł.

Ta sama wersalka została wstawiona do pokoju starszego pana i spotęgowała wrażenie ciasnoty. Gdy nie byliśmy na wizji, redaktor łaskawie spytał lokatora – To co, zostawić, czy zabrać?

Zdefiniowanie na wstępie dwóch antagonistycznych grup i ustawienie ich naprzeciw siebie to już stosowana powszechnie socjotechnika, ale próba wymuszenia na jednym z mieszkańców powiedzenia zupełnie czegoś innego, niż chciał uczciwie wyjaśnić przed kamerą, to już nadużycie.

Ciągłe przerywanie, zabieranie mikrofonu, niepozwalanie na ustalenie faktów. Tak, jak z pierwszą rodziną, do której zaprowadził mnie redaktor. A chodziło o kluczową wręcz sprawę. Przez ostatnie cztery lata nie było eksmisji rodziny z małymi dziećmi, a tam siedziała trójka dwu- trzylatków.

Dziennikarze doskonale wiedzieli, o ogromie pracy socjalnej naszych pracowników socjalnych, o sukcesie, jakim było przeprowadzenie w ostatnim czasie jednej rodziny z lokalu socjalnego do komunalnego, o tym, że jeździ tam bezpłatna komunikacja miejska, że na 41 lokali tylko 8 opłaca czynsz, że na 7 rodzin z dziećmi tylko jedna z nakazu sądu współpracuje z asystentem rodziny, że niewiele dzieci tam mieszkających korzysta ze świetlicy terapeutycznej, choć może to robić, bo kurs autobusu miejskiego jest tak dobrany, żeby je odwieźć bezpośrednio po zajęciach. Że dla dzieci z rodzin przede wszystkim z problemami  wprowadziliśmy logopedów do szkół, a teraz wprowadzamy psychologów.

Nic z tych rzeczy nie pozwolono nam pokazać. Dlaczego? Dzisiaj uważam, że zrobiono to świadomie, żeby nie zakłócić z góry ustalonej narracji. To rozbiłoby cały program. Sprawiłoby, że obraz zostałby pozbawiony tak potrzebnych kontrastów: biedne dzieci i bezduszny urząd.

Ta sztuka teatralna została bardzo starannie wyreżyserowana przez specjalistów z telewizji ogólnokrajowej. Przez parę dni ludzie mieszkający w budynku socjalnym byli urabiani, aby pokazać ich najgorsze oblicze, chociaż poza kamerą członkowie ekipy przyznali się, że widzieli i tę lepszą stronę życia mieszkającej tam społeczności.

Od samego początku nie miał być to dokument, ale modny w tej chwili paradokument.

Rozdział III. Fakty po Uwadze

Nie obyło się też bez paru kłamstw i nadużyć – większego i mniejszego kalibru. To poważne dotyczyło zarzutu o złamaniu prawa, podczas dokwaterowania obcej osoby do już mieszkającej w lokalu.  Trzy razy przed kamerami został mi postawiony ten zarzut. Był tak bezczelny, że po prostu nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Teraz trzeba to wyraźnie i jednoznacznie powiedzieć: prawo nie zostało złamane. W lokalach socjalnych, w jednym pokoju mogą mieszkać obce sobie osoby.

W przygotowanym zawczasu materiale filmowym  padło stwierdzenie: „Trafiają tu ludzie, którym powinęła się noga, ale też biedne, wielodzietne rodziny”. Ostatnia wielodzietna rodzina trafiła do lokalu przy ul. Łąkowej 19 w 2011 roku, a poprzednio w 2009. Czyli kolejna nieprawda, a w najlepszym wypadku przekłamanie.

Rzeczywiście, obecnie jesteśmy w trakcie eksmisji pięcioosobowej rodziny. Czworo dorosłych przeniosło się do samodzielnego mieszkania socjalnego dobrowolnie już jakiś czas temu. Pozostało dwoje dorosłych i troje dzieci, którzy czekali na ostateczną decyzję sądu i taki wyrok w sprawie eksmisji zapadł. Łatwo sobie policzyć, że przy minimalnej pensji ta wieloosobowa rodzina miałaby do dyspozycji ponad 11,5 tys. zł  miesięcznie(6 x 1633,78 + 3 x 500 + ewentualnie pomoc  socjalną).  Pomijam już fakt, że rodzina nie płaci od pewnego czasu za zajmowany bezprawnie lokal, z którego jest eksmitowana.

Kolejna nieprawda. Rodzina pokazana jako pierwsza, gdzie rzekomo do jednego czterdziestometrowego mieszkania zameldowaliśmy 17 osób. Niestety redaktor nie dał mi wyjaśnić, jaka była historia tej rodziny. Otóż w 2002 roku trafiła ona ze zdewastowanego mieszkania w centrum miasta do wyremontowanego mieszkania komunalnego przy ul. Łąkowej. Rodzina wówczas liczyła 6 osób i otrzymała samodzielny lokal o powierzchni 66 m2. W 2009 r. zmieniono status lokalu z komunalnego na socjalny. Czyli rodzina mieszkała dalej w tym samym miejscu, ale powinna płacić przeszło dwukrotnie niższy czynsz. Wtedy przebywało tam oficjalnie już 8 osób. Dzisiaj zameldowanych jest w tym mieszkaniu 14 osób i każda z tych 8 osób, które znalazły się tam po 2002 roku została zameldowana na wniosek dotychczasowych lokatorów. Może warto jeszcze dodać, że faktycznie w mieszkaniu tym aktualnie przebywa 9 osób. 5 osób już tam nie mieszka.

Kolejny mit, który próbował utrwalić materiał TVNu: „Kuchnią i łazienką rodziny dzielą się z obcymi współlokatorami. To, kogo przydzielą do pokoju obok, jest loterią.”  Duża część mieszkańców tego bloku jest ze sobą skoligacona. Dzieci i dorośli bezustannie migrują pomiędzy poszczególnymi lokalami. Odbywa się to tak często, że czasami nie jesteśmy w stanie na bieżąco wskazać, gdzie, kto mieszka.  Nie jest prawdą, że do mieszkania, gdzie przebywa rodzina z dziećmi w sposób losowy kwaterujemy przypadkowe osoby. W praktyce bywa odwrotnie – np. kobieta z dziećmi wprowadza się do swojego partnera.

Redaktor nie dość, że przerywał, nie dawał dokończyć myśli, w pewnym momencie posunął się do tego, żeby za mnie odpowiadać: „Ja rozumiem, że pan burmistrz chciał powiedzieć, że Państwo jesteście niezaradni życiowo”. Nie, redaktorze, akurat nie to chciałem powiedzieć.

Kolejna nieścisłość dotyczy odległości do najbliższego sklepu. Podano, że jest to półtora kilometra, w rzeczywistości jest to niespełna 1000 metrów. Niby drobna rzecz, ale celowo wyolbrzymiona, żeby spotęgować wrażenie wyobcowania. Podobne odległości do sklepu, a nawet większe, mają mieszkańcy wielu budynków na terenie miasta.

Kilka nieprawd i nieścisłości padło podczas programu  również z ust osób biorących udział w „dyskusji”. Jeden z mieszkańców powoływał się na przykład rodziny, która mieszka w tragicznych, jego zdaniem, warunkach, po sąsiedzku z obcą osobą, która gromadzi śmieci w mieszkaniu. Tymczasem ta rodzina przeprowadziła się do bloku socjalnego przy ul.  Łąkowej z jednej z okolicznych wiosek. Zrobiła to z własnej woli i zamieszkała u swojej rodziny, nawet nie pytając Urzędu o zgodę.

Pan, który zarzucił mi, że zrobiłem getto na ul. Łąkowej trochę pomylił adresata. Blok zaczęto remontować pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Zrobiło to ugrupowanie, z którego wywodzi się obecny Przewodniczący Rady Miejskiej. Do dzisiaj jeden z autorów tego pomysłu chwali się, że pozbył się problemu z miasta. Faktem jest, że od 2002 roku dokładano kolejnych problemów do tego miejsca. Kolejny raz muszę się tłumaczyć za coś, czego nie jestem autorem. Jestem burmistrzem piąty rok i trochę rzeczy dla mieszkających tam ludzi przez ten czas zostało zrobionych.

I ostatnia sprawa związana z występem radnych. Pomijam już te pustostany, które od zaraz można zasiedlić, co jest kompletną brednią. Który z tych radnych zgodziłby się na zakwaterowanie problemowej rodziny w swoim bezpośrednim sąsiedztwie?

Rozdział IV. Po programie

Gdy skończył się program na żywo, a ekipa zaczęła sprzątać sprzęt i ładować do samochodów, w tym do tego, który brał udział w inscenizacji przeprowadzki – wszyscy nagle zaczęli mówić zupełnie innym językiem. Dało się nawet wyczuć pewną nutę zażenowania, tak jakby efekt przerósł najśmielsze oczekiwania i przyszła chwila refleksji – po niewczasie. Bo rzeczywiście był moment, gdy wydawało się, że sytuacja wymknęła się zupełnie spod kontroli, a prowadzący redaktor zamiast studzić agresję, jeszcze dolewał oliwy do ognia. Nie wiem, czy ekipa ochroniarska sprowadzona przez TVN zapanowałaby wtedy nad bohaterami swojego programu.

Ale być może to tylko moje subiektywne odczucie, które mimo wszystko chciałoby nadać ludzkie cechy, temu, czego jeszcze przed chwilą byłem świadkiem i żadnego zażenowania nie było.

Rozdział V. Dlaczego?

Niestety światem rządzi pieniądz. Nie ma sentymentów. Dziennikarskie rzemiosło odchodzi w zapomnienie. Czy rzetelny dokument ukazujący dobre i złe strony budynku socjalnego i tego, co wokół niego się dzieje, miałby taką oglądalność, wzbudziłby tyle dyskusji? To wszystko przekłada się na wymierny efekt finansowy. Słupki oglądalności mówią, ile można zarobić na reklamach przed i po emisji danego programu. Sprzedaje się krew, przemoc, skandale, czyli jak to usłyszeliśmy z ekranu:  „gwałt, przemoc i alkohol”. Programy o pozytywnych aspektach życia chce oglądać coraz mniej ludzi. Wychodzi na to, że to my – widzowie – jesteśmy winni, a telewizja zaspokaja tylko nasze potrzeby.

Ekipa z warszawki przyjechała i zrobiła show. Nie obchodzili ich ludzie z problemami, zależało tylko na ukazaniu patologii. To słowo nie schodziło z ich ust. Można było odnieść wrażenie, że nakręca wręcz prowadzącego program redaktora.

Cynicznie i bezpardonowo realizatorzy programu „Uwaga” wykorzystali ludzi, którzy oczekiwali od nich pomocy. Jako osoby wykształcone, doświadczone w swoim fachu – z premedytacją, dla korzyści finansowych wystawili nieszczęsnych ludzi na gniew i dezaprobatę wszystkich tych, którzy ciężko pracują na swoje i swoich rodzin utrzymanie. Czy w ten sposób podnosi się samoocenę?

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że w perfidny sposób wykorzystano w tym celu dzieci. Tak się po prostu nie godzi.

Rozdział VI. Skutki uboczne

Ktoś wsadził kij w mrowisko i mocno nim poruszył. Zburzył pewną równowagę, która wytworzyła się przez 17 lat funkcjonowania tego bloku. Nie chcę dzisiaj oceniać, czy to dobrze, czy źle, na pewno nie można było jej naruszać w taki właśnie sposób. W dodatku z tak niecnych pobudek.

Program wykroczył daleko poza ramy uczciwego dziennikarstwa. Sama obecność ekipy telewizyjnej prowokowała niektórych mieszkańców. Tak jak w przypadku sfilmowanej interwencji Policji. Policjanci zapewne doskonale wiedzieli, jak zachowuje się pan Mirek, którego przyjechali uspokoić. I to zwykle działało: telefon, nieagresywne pouczenie, żona zabiera faceta, ten trzeźwieje lub nie. Natomiast w tym przypadku Policja nie wzięła pod uwagę, że jest jeszcze czynnik zewnętrzny w postaci kamery, która działała pobudzająco i konieczny był powtórny przyjazd radiowozu.

Z budynku socjalnego przy ul. Łąkowej uczyniono siedlisko wszelkiego zła. Tymczasem takich miejsc, gdzie rozgrywają się podobne sceny, jest na terenie Złotoryi i na terenie całej Polski znacznie więcej, niż chcielibyśmy się do tego oficjalnie przyznać. Awanturujący się pijani, agresywni ludzie pod wpływem narkotyków, dysfunkcyjne rodziny, gdzie panuje przemoc – nie są przypisani  do jednego miejsca. To niestety rozgrywa się wszędzie, również w tak zwanych dobrych dzielnicach.

Inna sprawa, że z informacji, które otrzymujemy ze szkół wynika, że dzieci  z tego rejonu nie stwarzają większych problemów wychowawczych.

Co zyskali mieszkańcy bloku socjalnego? Równie dobrze można by było im dzisiaj wytatuować na czole „Mieszkam na ul. Łąkowej 19, trzymaj się ode mnie z daleka”. Tym bardziej, że nawet zamazane wizerunki osób, próba ich anonimizacji  w przypadku Złotoryi, nic nie dała. Dzieci, które wystąpiły przed kamerą, zostały dokładnie zidentyfikowane przez swoich kolegów w klasie. Tak samo ich rodzice sfilmowani w różnych sytuacjach.  

Należy pamiętać, że została naruszona fundamentalna podstawa ochrony praw człowieka, jaką jest godność ludzka. O publikacji wizerunków małoletnich decydują rodzice, a o tym, jakie konkretnie fragmenty dziecięcej prywatności zostaną upublicznione – producent materiału.

Niechęć mieszkańców naszego Miasta do osób żyjących z zasiłków socjalnych wzrosła, a nie o to przecież chodziło. Cały czas powtarzam, że na jednostkach silniejszych ciąży odpowiedzialność opieki nad słabszymi. Ten obowiązek nie może być jednak bezwarunkowy. Jego granicę wyznacza determinacja, z jaką osoby uzależnione od pomocy społecznej odmawiają współpracy z instytucjami, które chcą wyprowadzić ich na prostą. Oczywiście to wiąże się z ich strony z pewnym wyrzeczeniami. Jeżeli ktoś nie chce współpracować z asystentem rodziny, nie chce podjąć pracy zarobkowej, nie chce się leczyć – szkoda na niego czasu i lepiej poświęcić go innym, którzy naprawdę chcą zmienić swój los a nie mogą zadbać sami o siebie.

Każdy człowiek, każda rodzina z bloku przy ul. Łąkowej ma swoją historię. Szkoda, że redaktorom zabrakło chęci wysłuchania obu stron, a nie tylko tej, która – słusznie, czy niesłusznie – uważa się za pokrzywdzoną.

Dzisiaj wiem, i za to dziękuję mieszkańcom Złotoryi, że nie ma już przyzwolenia na ulgowe traktowanie tych, którzy nie szanują zasad współżycia społecznego i pasożytują na innych. Być może niektórym dzieciom, którym rodzice nie chcą i nie zapewniają rodzinnego ciepła, nie potrafią wychowywać, należy poszukać innego, lepszego domu. Bieda nie jest wytłumaczeniem dla uzależniania się od pomocy socjalnej, a już na pewno nie jest usprawiedliwieniem dla traktowania swoich dzieci, jako źródło dodatkowego dochodu.

Co zyskali mieszkańcy naszego Miasta. W świat poszedł przekaz niekorzystny dla Złotoryi. Przez wiele lat pracowaliśmy nad wizerunkiem miasta, które po latach głębokiego kryzysu odradza się. Staje się miastem nowoczesnym, z rozwijającym się przemysłem, jest miastem ludzi aktywnych.

Epilog. Zero tolerancji.

Dzisiaj mieszkańcy naszego Miasta mówią dość. Nie ma zgody na to, żeby ludzie, którzy nie pracują zarobkowo, dla których jedynym źródłem utrzymania są świadczenia pomocy społecznej, zasiłki rodzinne i wychowawcze, którzy korzystają z dożywiania finansowanego ze środków publicznych, którzy w zdecydowanej większości notorycznie nie płacą czynszu za lokale, w których mieszkają, byli traktowani w sposób uprzywilejowany i na szczególnych zasadach.

Urząd Miejski w Złotoryi i podległe mu instytucje zaostrzą zdecydowanie politykę wobec tych mieszkańców naszego Miasta, którzy w sposób rażący naruszają zasady współżycia społecznego i którzy nie potrafią uszanować innych mieszkańców. Chuliganów, dewastatorów będziemy konsekwentnie usuwać z lokali komunalnych i socjalnych, nawet jeśli wiązać się to będzie ze wzrostem liczby osób bezdomnych.

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej przyjrzy się baczniej, czy rodzice posiadający dzieci zapewniają im prawidłowe warunki do życia i rozwoju, czy nie nadużywają alkoholu, sprawują nad nimi prawidłowy nadzór wychowawczy oraz nie przejawiają wobec nich zachowań rodzących konsekwencje prawne na gruncie kodeksu karnego. Wszelkie nieprawidłowości będą niezwłocznie zgłaszane do odpowiednich instytucji.

Nikt chyba nie kwestionuje, że takie miejsca, jak rubież ul. Łąkowej nie jest najlepszym miejscem do wychowywania dzieci, ale równie złe, a może nawet gorsze jest utrwalanie przekonania w młodych ludziach, że wszystko mi się należy.

Kluczem do rozwiązania problemów związanych z utrzymaniem lokali socjalnych na terenie naszego Miasta jest to, o czym mówił pan Prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, który wspierał mnie własną osobą podczas realizacji tego zmanipulowanego programu. To możliwość awansu, ale i degradacji, jeśli chodzi o mieszkania socjalne. Ci którzy chcą, starają się – powinni zamieszkać w lepszym mieszkaniu. Tak, jak to się stało z jedną wielodzietną rodziną, która ostatnio przeprowadziła się z lokalu socjalnego do komunalnego bliżej centrum.

Dla tych, którzy nie płacą, choć mogą, a w dodatku niszczą, nie powinno być żadnej litości. Jeżeli ktoś dzisiaj uważa, że lokal socjalny przy ul. Łąkowej jest piekłem, niech pamięta, że w tym piekle może być też piwnica.

9 myśli nt. „Uwagi do Uwagi

  1. Problem w tym, że nasz Burmistrz nie umie rozpychać się łokciami. Pracuję między ludźmi, wszyscy moi rozmówcy są po Pańskiej stronie. Dość pasożytnictwa i cebulactwa.

  2. O jakiej pan eksmisji pan mowi nie ma zadnej eksmisji w trakcie bo sad ci jeszcze nie podbil klauzuli wykonalnosci bo o tym wiem za bardzo wyjechalo sie do przodu po za tym sa zlozone kolejne 3 pozwy z osobna od kazdej rodziny z zabezpieczeniami itp. ponadto wyrok sadu dotyczyl mojej walki o ustawowe 5 m alezapomnial pan ze jjj jeszcze sa pozostale 2 rodziny ktore nie zgadzaja sie na lamanie ich praw lokalowych di ustawowych 5 m kwadratowych

  3. Pełne poparcie dla burmistrza miasta Złotoryja, Roberta Pawłowskiego.
    Program był całkowicie zmanipulowany, odwalono kompletną szopke ale to akurat typowe dla tego programu.
    Bardzo dobre, rzetelne wyjaśnienie tej sprawy przez Pana Burmistrza.

  4. “Pozostało dwoje dorosłych i troje dzieci, którzy czekali na ostateczną decyzję sądu i taki wyrok w sprawie eksmisji zapadł. Łatwo sobie policzyć, że przy minimalnej pensji ta wieloosobowa rodzina miałaby do dyspozycji ponad 11,5 tys. zł miesięcznie(6 x 1633,78 + 3 x 500 + ewentualnie pomoc socjalną)”. – dlaczego 6×1633?

  5. Panie Robercie, chylę czoła. Mimo, że w Złotoryi została już tylko moja rodzina to zawsze interesuję się miastem mojego dzieciństwa i dorastania. To co się wydarzyło w tym programie jest poniżej wszelkiej krytyki i tylko uświadomiło mnie w przekonaniu, żeby omijać tą stację szerokim łukiem. Najlepsi i tak zostaną Panowie K. z których można się nieziemsko pośmiać w komentarzach na Pana stronie na FB. Pozdrawiam i życzę wytrwałości w walce z tym elementem.

  6. Ja mam nadzieję że wreszcie zacznie się pilnować tych co dewastują ten blok. Panie Burmistrzu kto za to płaci. I kto został w jakikolwiek sposób ukarany za to. I Pan też nie jest bez winy bo toleruje Pan to od 5 lat. A co do pustostanów to też wstyd że się z nimi nic nie robi.

  7. Brawo!!! Nie powinno być przyzwolenia na to co się tam dzieje, rodziny powinny być kontrolowane. Jeśli nie chcą walczyć dla własnych dzieci, to powinno się im te dzieci zabrać i powinny trafić do rodziny zastępczej. Tych co piją i niszczą budynek powinno się eksmitować. Przecież w Złotoryi można już znaleźć pracę bez problemu. Najniższa krajowa wcale nie jest już taka zła bo 1600 zł, gdy pracują oboje mają 3200 zł do tego 500+ na np dwójkę dzieci to za 4200 zł miesięcznie można wynająć mieszkanie i żyć spokojnie i na wakacje starczy, ale jest w tym jedna ważna rzecz… trzeba chcieć i nie być leniem. Rozumiem jak ktoś jest chory, ale zdrowy i siedzący na socialu to zwykły leń i nierób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *