Sala Kolumnowa w pałacu Mielżyńskich w Pawłowicach

3000 cegieł

Przeczytasz w:2 min., 28 s.

Słuchając różnych historii, otwieramy w naszym umyśle szufladki, do których dawno nie zaglądaliśmy. Czasami jest to jedno słowo, czasem pewien ciąg skojarzeń, który wymyka się racjonalnym rozważaniom.

I tak siedziałem sobie w pięknej Sali Kolumnowej wspaniałego pałacu Mielżyńskich w Pawłowicach. Błądząc oczami po ścianach i suficie zdobionych wyszukaną sztukaterią, to znowu wpatrując się w smukłe kolumny, nie mogłem uciec od myśli: ile w tym wnętrzu drzemie ludzkiej pracy.

Gmina Krzemieniewo we wspomnieniach mieszkańców

W tym anturażu doskonale odnalazła się autorka książki “Gmina Krzemieniewo we wspomnieniach mieszkańców” i jej bohaterowie. I tak słuchałem, jak pani Halina Siecińska snuje pełną ciepła opowieść o ludziach, których losy pieczołowicie opisała. A we wszystkich opowieściach przewijał się dom i przywiązanie do ziemi rodzinnej. Ale też praca…

I padły słowa o tym, jak pan Jerzy Mania pracując w cegielni przekładał dziennie 3000 cegieł. Mój kalkulator w mózgu od razu zaczął przeliczać, ile taka cegła mogła ważyć. Zapewne podsuszona, gdy wkładana do pieca, więcej. 3-4-5 kg? Przy 4 kg pan Jerzy dziennie przekładał ręcznie 12 ton. Musiał każdą taką cegłę wziąć w ręce. Może robił to obiema rękami na raz, aby było szybciej…

Przed oczami mam mojego ojca i jego spracowane ręce. Powyginane palce po licznych urazach, które przytrafiały się, gdy operował różnymi narzędziami, montując instalacje elektryczne. Ciężko pracował przez 60 lat…

Przypomina mi się również moja praca w eNeRDowskiej papierni, gdzie z żylastym niemieckim góralem co pół godziny ładowaliśmy do maszyny trącej drewniane kloce. Po kilka ton dziennie. Tyle, że ja robiłem to tylko przez parę tygodni…

Przypomina mi się również moja praca w eNeRDowskiej papierni, gdzie z żylastym niemieckim góralem co pół godziny ładowaliśmy do maszyny trącej drewniane kloce.

Tato

Po kilka ton dziennie. Tyle, że ja robiłem to tylko przez parę tygodni…

I taka dygresja. Nigdy nie mogłem zrozumieć, co mój kolega – góral mówi do mnie. Gdy zwątpiłem już w moją znajomość języka niemieckiego, powiedziałem o tym innym Niemcom, ci odrzekli: – Nie przejmuj się, my też go nie rozumiemy.

Wracając jednak do Pawłowic…

I ci robotnicy, którzy budowali rezydencję dla Maksymiliana Antoniego Mielżyńskiego pod koniec XVIII w., i wielu bohaterów książki pani Haliny Siecińskiej, i ci bezimienni, którzy co dzień, przez lata ponosili trudny dziś nie do pojęcia – wysiłek – budowali świat, w którym dzisiaj żyjemy. Z którego czasem bez poważniejszej refleksji każdego dnia zachłannie czerpiemy. Nie pamiętając, kto go dla nas zbudował.

Z pewnym napięciem czekałem, aż pan Jerzy Mania podejdzie odebrać swój egzemplarz książki. Bo przecież ten wieloletni znój musiał pozostawić jakieś piętno na ciele. Tymczasem wyszedł osiemdziesięcioletni dziarski pan.

Później doczytałem, że tych wkładanych do pieca, cięższych cegieł było “raptem” 2000 dziennie, czyli jakieś 8-10 ton, a tych wyciąganych z pieca, nieco lżejszych – 3500, czyli ponad 10 ton. Że w cegielni pracowała również żona pana Jerzego i również układała cegły, tyle że w suszarni. I tak dzień za dniem przez 8 godzin na zmianę, 6 dni w tygodniu, Wszak pierwsze wolne soboty zostały wprowadzone w 1973 roku i najpierw 2 razy w roku, by w 1975 dojść do 12.

Szczęśliwy
Szczęśliwy
0 %
Smutny
Smutny
0 %
Podekscytowany
Podekscytowany
0 %
Senny
Senny
0 %
Zły
Zły
0 %
Zaskoczony
Zaskoczony
0 %

Średnia ocena

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poprzedni post 2014 – 2024
Don Kichot atakuje nieuczciwe bogactwo Następny post Bez uczciwości…