Susze i powodzie

Mijający rok zaliczyć można do wyjątkowo suchych. Zresztą można odnieść wrażenie, że ostatnie lata obfitują w nienaturalne zdarzenia pogodowe. Anomalie się mnożą i być może niebawem będą zupełnie czymś normalnym. Tak mówią.

A jak drzewiej bywało?

Otóż okazuje się, że kroniki odnotowały szereg wybryków pogody.

W 1221 r. ulewne deszcze wywołały na Dolnym Śląsku ogromną powódź, której następstwem był głód. Podobne zdarzenia zanotowano na Dolnym Śląsku w 1253, 1310, 1590, 1599, 1615-1617, 1626, 1647/1648 (Sienkiewicz w Ogniem i Mieczem pisał, że 1647 r. był rokiem szczególnym, zwiastującym szereg nieszczęść), 1691, 1847-1847, 1884, 1915. Całkiem możliwe, że zdarzeń takich było więcej, ale nie zawsze ktoś miał głowę, żeby o nich napisać, a może też niektóre kroniki lokalne uległy zniszczeniu.

W 1608 r. na przykład wielka powódź nawiedziła Złotoryję. Utonęły 42 osoby, a woda zabrała 16 domów. W sumie od Złotoryi do Wojcieszowa zginęło sto kilkadziesiąt osób.

A o to opis powodzi, która nawiedziła Złotoryję prawie sto lat później:

Całkiem nieznane są natomiast wydarzenia z lipca 1702 r. Mało kto zauważa, że pod wspomnianą wyżej inskrypcją znajduje się niewielka tabliczka właśnie z datą 1702, która na wysokości ok. 120 cm zaznacza linię, do której wówczas doszła woda.

W dniu 14 lipca 1702 r. wydarzenia toczyły się tak szybko, że zaskoczyły wielu złotoryjan, zamieszkujących wzdłuż Kaczawy na terenie przedmieścia zwanego wówczas Oberau. Szybko przybierająca rzeka zrównała z ziemią najpierw dwa domy mieszkalne i dwie stodoły. Tutaj najbardziej został poszkodowany Johann Ernst, w którego zabudowaniach woda uczyniła wielkie wyrwy, przez które wypłynęły domowe sprzęty, drewno i zboże, nadto pięć uli. Z powodzi zdołał ocalić tylko dwa pozostałe. Z kolei bielarz Hans Neumann, któremu główny nurt powodzi biegł właśnie przez gospodarstwo, nie zdążył ocalić niczego z dobytku lecz cieszył się, że w ogóle uszedł z życiem. Gorzelnikowi Müssigowi woda uniosła cały zapas drewna, sukiennik Georg Englich ratował się ucieczką na szczyt jabłoni, jeszcze inny znalazł ratunek wspinając się na topolę. Jedna z mieszkających nad rzeką rybaczek wydostała się najpierw na najbliższą śliwę, ale gdy tę woda wyrwała z korzeniami, zdołała przetrwać na drugim z podobnych drzew. Inna z kobiet wydostała się w ostatniej chwili przez otwór w dachu. Staruszek Sieber, porwany przez wodę ze swego nędznego domu, szczęśliwie zdołał dopłynąć do grobli, z której uratowano go przy pomocy konnego zaprzęgu.

Zniszczeniu uległy mosty na Kaczawie i odremontowany w 1584 r. dużymi kosztami jeden z jazów. Niestety, powódź pochłonęła kilka ofiar. Śmierć w wodnej kipieli poniosła żona ogrodnika Dawida Linke oraz ich dwoje dzieci, których zwłoki odnaleziono dopiero po pięciu tygodniach. Jedno młode małżeństwo znajdowało się w tych chwilach na przydomowej łące, zajmując się suszeniem siana. Nadciągająca błyskawicznie woda porwała kobietę, której na ratunek pośpieszył mąż. Niestety, oboje utonęli. ”

Echo Złotoryi – 2012 4. nr 7-8, Roman Gorzkowski: “Powódź w lipcu 1702 r. “

W 1523 r. w czerwcu przez 10 dni padał obfity deszcz, który doprowadził do zniszczenia zboża i siana. Niebawem też wybuchła zaraza wśród ludzi i bydła.

Klęsk było więcej. Oto w 1380 r. w okolicach Złotoryi spadł grad, który zabijał ludzi i zwierzęta, a w 1270 r. na przykład padał deszcz koloru czerwonego. Można sobie wyobrazić przerażenie ówczesnych ludzi…

Potężne gradobicia odnotowano również w 1303, 1460, 1461, 1480, 1685-87.

Szalały potężne wiatry, które powalały domy, a nawet kościoły w 1335 r. Dały się także we znaki w 1386, 1434, 1459, 1685, 1863, 1868.

Dolny Śląsk nawiedzały też częste susze. Czasem deszcz nie padał nawet przez 10 miesięcy. Doprowadzało to do klęsk nieurodzaju, a w konsekwencji do głodu tak wielkiego, że bydło karmiono słomą ze strzech i dochodziło do aktów ludożerstwa.

W 1590 r. wyschła ponoć całkiem Kaczawa.

Suche i upalne lata zdarzyły się w 1361, 1455, 1463, 1473, 1653, 1719, 1800, 1811, 1822, 1839, 1862, 1886.

Katalogu klęsk dopełniały surowe i śnieżne zimy. Jedna z takich zim przypadła na przełom 1812/13 roku, czyli w czasie odwrotu wojsk napoleońskich spod Moskwy. Inne srogie zimy odnotowano w 1318, 1363, 1454, 1460, 1571/72, 1649, 1731, 1749, 1802/03, 1828/29, 1928/29, 1939/40, 1941/42. W 1538 r. spadło ponad półtora metra śniegu.

Kiedy jest zima to normalne, że pada śnieg i jest zimno. Gorzej, gdy śnieżne anomalie pojawiały się w innych porach roku. 24 czerwca 1333 roku rosa zamarzła na kłosach zbóż. 20 maja 1353 r. śnieg pokrył zielone drzewa. W 1705 r. śnieg spadł w maju i czerwcu, a w 1732 r. zdarzyło się to w lipcu. W czerwcu 1764 r. ponownie pojawił się śnieg na zielonych polach.

Jakby tego było mało, to w 1541 r. z Litwy przyleciała na Dolny Śląsk szarańcza i siedziała u nas przez 6 tygodni. Swoje wizyt powtórzyła jeszcze w 1547, 1570, 1593, 1693 r.

Zdarzały się też niebywale ciepłe zimy. W styczniu 1412 r. chłopi pracowali już na polach, a w marcu 1471 r. zakwitły fiołki. Ciepłe zimy wystąpiły również w 1484, 1719/20, 1748/49, 1756/57, 1924/25.

Anomalie pogodowe nie są więc wynalazkiem naszych czasów. Zdarzały się i w przeszłości. Chciałoby się jednak, żeby anomalie pozostały anomaliami, a nie czymś na porządku dziennym.

Informacje o dolnośląskich anomaliach zaczerpnąłem z książki Romualda M. Łuczyńskiego “Tropami śląskiego dziedzictwa”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *