Pod znakiem błyskawicy

Odkąd zostałem burmistrzem, staram się nie eksponować swoich poglądów. I chyba mi się to udaje, bo jedni mają mi za złe, że podejmowałem pana Prezydenta, a inni nazywają lewakiem. Dzieje się tak, ponieważ podpisując kolejny kontrakt z mieszkańcami naszego Miasta, chciałem i nadal chcę reprezentować ich wszystkich, bez względu na to, co komu w duszy gra.

Czasem jednak trzeba zdecydowanie opowiedzieć się po jednej ze stron konfliktu. Tym bardziej, gdy poziom chamstwa, kłamstwa i obłudy przekracza granicę wszelkiej przyzwoitości. Gdy kastraci intelektualni próbują decydować, co wolno, a czego nie – co jest dobre, a co złe i bezpardonowo atakują kobiety, w tym moją Żonę.

Niektórym pomyliły się epoki. Nadal w kobiecie widzą li tylko urządzenie do zaspokajania męskich chuci i rodzenia dzieci. Prym wiodą niespełnione samce, którzy zdają się nie zauważać, że Świat już dawno nas wyprzedził w realizacji praw kobiet i nikt przy zdrowych zmysłach nie kwestionuje przede wszystkim prawa kobiety do decydowania o najbardziej dla niej istotnych sprawach. Może zamiast potępiać kobiety, zajmą się skutecznie uciekającymi alimenciarzami, wspomogą te wszystkie dzielne matki, które poświęcają się dla wychowania niepełnosprawnych dzieci…

Zdaję sobie sprawę, że wielu tym, których trudno jest przekonać, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”, nie mieści się w głowie, że w naszym Kraju żyją ludzie o różnym światopoglądzie, o różnych przekonaniach – „zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”. Że mieć prawo do czegoś, nie jest równoznaczne z tym, że będzie się z tego prawa korzystać przy każdej sposobności. Że w pewnych sferach życia, tych najbardziej intymnych – prawo narzucane przez państwo zazwyczaj zawodzi.

Całą dyskusję próbuje się spłycić eksponując w kółko te same symbole według utartego od lat schematu: mord na nienarodzonych dzieciach równoznaczny z atakiem na Kościół. Tymczasem umyka gdzieś fakt, że to tylko wygodny stereotyp, którym próbuje się przykryć kroplę, która przelała czarę goryczy.

I jeszcze jedna sprawa. Żeby było jasne. Nie podoba mi się wszelki wulgaryzm, szanuję język ojczysty i ci, którzy mnie znają, wiedzą, że staram się nie używać słów powszechnie uważanych za wulgarne. Rozumiem jednak, że czasem stopniowanie przymiotników i przysłówków staje się niewydolne i jest to raczej uzasadniony wyraz bezsilnej dezaprobaty, a nie brak dobrego wychowania. Wszelako lepiej takich wulgaryzmów unikać, żeby nie dać pożywki tym, którzy słów tych i to w sposób niewygwiazdkowany – używają na co dzień zamiast znaków interpunkcyjnych.

Na koniec. Tym wszystkim, którzy dziś pastwią się nad znakiem błyskawicy, porównując do znaku SS czy Hitlerjugend, powiem tylko, że moja Babcia mawiała, iż niektórym nawet opuszek palca kojarzy się nieprzyzwoicie i dodam, żeby uważali, aby ich czynów, a nie symboli – ktoś nie przyrównał do ideologii która chciała kobiety sprowadzić do 3 x K: Kinder, Küche und Kirche.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *