Pedalarze, Zombie i Janusze kierownicy

Przeczytasz w:3 min., 14 s.

Trwa wojna. Wojna pomiędzy pedalarzami, zombie i Januszami kierownicy. Ci ostatni mają niewątpliwą przewagę masy, solidnego opancerzenia i rozwijanej prędkości. Takiemu Januszowi kierownicy nic się nie oprze poza porządnym drzewem, kawałkiem muru czy innym Januszem z jeszcze większym ego. Co ciekawe, wielu Januszy (w odróżnieniu od Januszów) zamienia się częstokroć w zombie albo staje się pedalarzami. I wtedy, jak to mówią, punkt widzenia ulega radykalnej zmianie.

Janusze kierownicy władcami dróg

Janusze kierownicy generalnie chcą jak najszybciej przemieścić się z punktu A do punktu B. Chcą również, żeby i w punkcie A, jak i w B czekało na nich wolne miejsce parkingowe – najlepiej 1 metr od drzwi wejściowych ich domu. Wszystko, co sprawia, że czas przejazdu wydłuża się choćby o 1 sekundę, każdy próg zwalniający albo przewężenie drogi, każdy pedalarz, którego trzeba wyprzedzić, albo przepuścić na ścieżce rowerowej, każdy zombie, nawet jeżeli w danej chwili tym zombie nie jest, a któremu trzeba ustąpić pierwszeństwa na przejściu – jest wrogiem śmiertelnym.

Ci wredni pedalarze

Upust swoim emocjom dają na przykład wyprzedzając pedalarza, zrównując się z nim na chwilę i wysyłając ku niemu gorące pozdrowienia. To ci naprawdę ekspresyjni. Ci mniej zapalczywi potrąbią sobie albo wyprzedzą na żyletkę.

Co ciekawe, większość Januszy twierdzi, że budowa ścieżek rowerowych jest niepotrzebna, tym samym działają wbrew własnemu interesowi, bo więcej dróg rowerowych, to mniej pedalarzy pałętających się po jezdni.

Z drugiej strony, w ich logice pieniądze na budowę dróg rowerowych można było przeznaczyć na drogi dla samochodów. I tu mała dygresja: w czasie, gdy pozyskaliśmy środki unijne na drogi rowerowe, nie było możliwości pozyskania z tego źródła pieniędzy na infrastrukturę służącą tylko samochodom. Mogliśmy więc w tej restauracji zjeść danie dnia albo wyjść z niej o suchym pysku.

“Może byś tak, Damian, wpadł popedałować”

Mało kto pamięta albo w ogóle wie, że początkowo mieliśmy na ścieżki pieszo-rowerowe w Złotoryi otrzymać niespełna 2 mln zł. Dopiero później, już po pierwszym nierozstrzygniętym przetargu, dzięki naszym usilnym staraniom zwiększyliśmy tę kwotę do około 7 mln złotych. Dlatego dzisiaj mamy pierwszą w Złotoryi sieć dróg pieszo-rowerowych o łącznej długości 9 km i nic nie stoi na przeszkodzie, aby w kolejnym kroku włączyć nasze Miasto do sieci Dolnośląskiej Cyklostrady. A co najważniejsze, a umyka uwadze – po drogach pieszo-rowerowych jeżdżą i chadzają rowerzyści i piesi albo jak kto woli – piesi i rowerzyści.

Jest jednak pewne grono, na szczęście dość nieliczne (chciałem napisać szczupłe, ale mogłoby to nie oddawać do końca rzeczywistości), które cały czas na te nasze drogi rowerowe narzeka. Niektórzy widać ulegli narracji “wielepów” twierdzących, że: drogi rowerowe są niepotrzebne, ale co gorsze źle wykonane. Mówią nawet, że się rozsypują. Pisałem o tym trochę w jednym z poprzednich tekstów: Schadenfreude, czyli cycki i babole, więc tematu nie będę już rozwijać. Krótko tylko napiszę: nie rozsypują się.

A rower jest wielce okej

Tymczasem świat idzie do przodu i coraz większa rzesza ludzi nie widzi nic zdrożnego w byciu pedalarzem.

Ba, są takie miejsca, nawet w Polsce, gdzie mieszkańcy autentycznie gremialnie cieszą się, że drogi rowerowe powstają.

Że można bezpiecznie wydostać się z miasta i pojechać na rowerową wycieczkę z całą rodziną popodziwiać piękną okolicę lub choćby zażyć ruchu w cudownych okolicznościach przyrody.

Żeby było sprawiedliwie, pedalarze też trochę pracują na opinię o nich, bo jadąc na przykład w stadzie, lubią sobie porozmawiać i zająć tym samym znaczną część drogi.

Są też wśród nich egzekutorzy swoich praw nabytych i nie rozglądając się na boki, potrafią znienacka wjechać na przejazd rowerowy tuż przed niepodejrzewającym niczego Januszem.

Na zombie się trąbi

Ale to nic w porównaniu z zombie. Ci z kolei wierząc w swoją nabytą nieśmiertelność, za nic mają gwar i szum otaczającego świata. Ale, aby jeszcze lepiej się od niego odseparować, nagminnie zatykają sobie uszy słuchawkami. Wpatrzeni w telefony dziarsko przemierzają miejskie przestrzenie, wychodząc z założenia, że jako najsłabsi użytkownicy dróg wszelakich, są pod specjalną ochroną. Czasem jednak przychodzi bolesna refleksja.

Na koniec chciałbym przeprosić wszystkich przyzwoitych Januszów.

Szczęśliwy
Szczęśliwy
89 %
Smutny
Smutny
0 %
Podekscytowany
Podekscytowany
11 %
Senny
Senny
0 %
Zły
Zły
0 %
Zaskoczony
Zaskoczony
0 %

Średnia ocena

5 Star
0%
4 Star
0%
3 Star
0%
2 Star
0%
1 Star
0%

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poprzedni post Złotoryjski Top 10 2023 r.
Następny post Mój kolega prezes